- Ej, w co mam się ubrać? – Krzyknęła Mimi
- Nie wiem, ja biorę ten sweter i jeansy –
odpowiedziała Vi, leżąc na łóżku
- Ten workowaty?! Spokooo…
- Masz, załóż to. Znalazłam tą sukienkę w
twojej walizce – rzuciła w Mary ciuchem
- Co to jest?! Pewnie kolejny prezent od mamy…
- Co to jest?! Pewnie kolejny prezent od mamy…
- Yyy… Nie, kupiłaś ją na dyskotekę, ale twoja
siostra się wtedy rozchorowała.
- Aaa, no tak, kompletnie o niej zapomniałam!
- Bo jesteś głupia! Zakładaj już i nie marudź.
Trzeba jeszcze ogarąć włosy i wgl.
- Tak, mamo! – zaśmiała się Mimi
Narzuciła
na siebie tą sukienkęi zaprezentowała się przyjaciółce. Wzięła do niej koturny. Wyglądała naprawdę zjawiskowo! Ułożyła włosy w lekkie fale i
zaplotła doplatańca z boku. Vicky założyła czarną bokserkę, swój ulubiony sweter i jeansy.
Do tego zestawu ubrała Converse'y. Z kolei Vi miała zrobionego kłosa.
Po półgodziny były już
gotowe. Florence nie mogła zostać sama, więc poszła z dziewczynami. Jeszcze
rano sprawdziły, jak mają dojechać do Steveston…
O
godzinie 13.00 miały autobus z centrum Van. Obydwie włożyły do uszu słuchawki,
by posłuchać muzyki. Mary zahipnotyzowała piosenka „Hall of Fame” grupy The
Script i Will.I.am’a, za to Vicky „Lucky Strike” zespołu Maroon 5. Gibając się
w rytmie muzyki, ruszyły w stronę centrum miasta.
* * *
Podróż trwała 30 min. Kiedy wysiadły z
pojazdu, na początku nie wiedziały gdzie są, lecz po chwili odnalazły drogę do
wyznaczonego miejsca. Szły według „drogowskazów”, które prowadziły na plan. Weszły do środka. W tym samym momencie zauważyły jak zaskakująco mało
ludzi znajduję się w budynku, zaledwie z 25-30 osób. Podeszły do listy
uczestników castingu i wpisały się tam. Wzięły odpowiednie numerki (1204 i
2205) i usiadły (Flo, bardzo posłuszna psina, usiadła obok Mimi). Weszły
zebrani tam ludzie gapili się na nie i psa, ale dziewczyny postanowiły to
ignorować. Przy stoliku z listą stało jeszcze parę osób, a do Mimi i Vi dosiadł
się jakiś koleś.
- Cześć, jestem Louis. – powiedział podając
dziewczynom ręke
- Ja jestem Mary, a to Vicky.
- Miło mi was poznać! Kogo z obsady serialu,
najbardziej lubicie?
- Ja ubóstwiam Jennifer Morrison.
- Ja Ginnifer Goodwin – Vi włączyła się do
rozmowy.
- Mi najbardziej podoba się Sebastian Stan…
Dziewczyny zaczęły
chichotały dosłownie jak hieny.
- Nie jestem gejem! – oznajmił śmiejąc się.
Mimi i Vi wciąż nie mogły
opanować śmiechu.
- Sorry, bo tak zabrzmiało – odpowiedziała
brunetka, próbując przestać się śmiać.
- Nie no, podoba mi się jak gra i w ogóle…
- Spoko, rozumiem.
Rozmowa Mimi i Lou dłużyła
się strasznie. Aż Vicky zaczęła ziewać… W tym samym momencie jakaś kobieta
wywołała numer Mimi. Zerwała się z miejsca, oczywiście biorąc ze sobą Flo i
ruszyła w stronę schodów, prowadzących do pokoju „przesłuchań”…
*Oczami Mary*
Kiedy weszłam do pokoju,
ujrzałam prawie wszystkich aktorów grających w ONCE’ie. W duchu się
uśmiechnęłam. Od prawej: Jen, Ginny, Meghan, Lana, Josh i Seba.
- No w końcu! Ile miałam jeszcze czekać?! –
parsknęła śmiechem Jen
Odwróciłam głowę w stronę
drzwi, bo nie wiedziałam czy to było do mnie… Wtedy moja idolka wstała,
podeszła do mnie i mocno przytuliła. Myślałam, że zemdleje. Flo mnie wtedy
podtrzymała. Z nią też się czule przywitała!
- Ja już Mary, dobrze mówię?
- Tak,taaak.
- Ja już Mary biorę na wejściu! – oznajmiła
aktorka, biorąc mnie pod ramie
- Nie przesłuchaliśmy jeszcze wszystkich!
Jesteś pewna? – zapytała Ginny
- Tak, na 1000%! – powiedziała Jen, po czym
mrugnęła do mnie okiem.
Kolana mi się ugięły, ale
Bogu dzięki, nie upadłam. Musiałam na chwilę odetchnąć.
- Wszystko ok? – zapytała z wątpieniem w
głosie
- Tak, ale to chyba nadmiar emocji… -
odpowiedziałam
- Chcesz usiąść?!
Widziała, że ze mną dzieje
się coś nie tak. Faktycznie, nie czułam się najlepiej… Chciało mi się
wymiotować, mdleć i wszystko naraz. Z trudem doszłam (chociaż z pomocą Jen i
Josh’a) do wielkiego stołu, gdzie siedzieli wszyscy. Oparłam głowę na rękach, a
ręce na kolanach. Naprawdę źle się dzieje! Wszystko zaczęło mnie boleć i… nie
pamiętam… W każdym razie, obudziłam się w jasnozielonym
pokoju, w którym pachniało szpitalem… Tak, to był szpital. Właśnie wtedy
zobaczyłam Jen, siedziała obok mnie, trzymając moją rękę.
- Nigdy mnie tak więcej nie strasz!!
- Co się stało?
- Zemdlałaś… Wszystkim podniosłaś adrenalinę! Boli
cię coś?
- Nie, jeszcze niee… - odparłam
- To dobrze, ale masz lekkiego guza na czole…
Walnęłaś o kant krzesła…
- Co?!
Zaczęłam gorączkowo
dotykać mojego czoła.
- Auua! Dobra, już czuje…
- Jak będziesz się dobrze czuła, to jutro
zabiorę cię do domu. Chcą cię jeszcze przebadać… Dzisiaj pojadę jeszcze z Vicky
po twoje rzeczy i zostawie je w mieszkaniu, ok?
- Dobrze, dziękuje, Jen. Mogłabyś zawołać Vi?
- Oczywiście!
Wyszła z pokoju, po chwili
weszła moja przyjaciółka. Przytuliła mnie.
- Mam się tobą zająć, dopóki nie przyjedzie…
Ginny mnie wzięła! Bożee, jak się strasznie cieszę! Jestem taka szczęśliwa!
- Super! Ej, kogo jeszcze wzieli?
- Lana wzięła jakąś Sue, czy jak jej tam…
Meghan – Alice, Josh – Nicka, Sebastian tego twojego lowelasa!
- On ma imię! To Louis! – wkurzyłam się
- Ale ci czacha dymi!
- Odwal się! – burknęłam.
Byłam bardzo
zmęczona, położyłam się na drugi bok, olewając towarzystwo psiapsióły i
zasnęłam…
____________________________________________________________________________________________
Siema, ach… Znowu podoba
mi się tylko końcówka… :P
I znowu poniedziałek! -.-
MASAKRA!
Pamiętajcie : CZYTASZ =
KOMENTUJESZ!!! ;)