niedziela, 7 października 2012

Rozdział 4


                                        *Oczami Mimi*


  Obudził mnie dźwięk czyjegoś dzwonka. Otworzyłam oczy i ujrzałam Jen szepczącą do telefonu i patrzącą w stronę okna. Siedziała na fotelu, z mojej lewej strony.
 - Nie musisz już szeptać! – podkreśliłam to, że już nie śpię
 - … Właśnie się obudziła. – spojrzała na mnie, uśmiechając się. Kończę, kocham cię!
 - Z kim rozmawiałaś?
 - Z Sebastianem, czemu pytasz?
Spodziewałam się tej odpowiedzi. I czemu tu się im dziwić? Są już ze sobą ponad 2 lata. Kochają się…
 - Z czystej ciekawości…
 - Haha, jasne…

W tym momencie do sali weszła lekarka. Podeszła do mojego łóżka, wzięła do ręki moją kartę. Coś tam na niej nabazgrała. Po czym zwróciła się do mnie:
 - Kiedy chcesz wyjść do domu?
 - Jak najszybciej, mam dość tego miejsca…
 - No to zbieraj manatki i do gabinetu! – zaśmiała się. Tylko powoli!
  Po 30 minutach, wyszłyśmy ze szpitala. W końcu świeże powietrze! Chociaż trochę zimne… Chwilę później zauważyłam Louisa i Sebastiana z moją Flo! Tak bardzo się za nią stęskniłam. Zaczęła niemożliwie piszczeć, wyrywając się ze smyczy. Podbiegłam do niej i mocno przytuliłam. Jen przywitał jej chłopak, który mocno ją przytulił i pocałował. Tym widokiem jeszcze nigdy się nie jarałam! Myślałam, że znowu zemdleje… Hahaha, no może nie tym razem.
 - Możemy już iść? – zapytała Jennifer
 - Gdzie? – odparłam ze zdziwieniem
 - Na plan, mamy być tam o 13:00, a jest… - powiedziała, spoglądając na swojego iPhone’a – 12:37.
 - Chyba będziesz miała wystarczająco dużo czasu, żeby w końcu rozpakować rzeczy… - zasugerował Seba
  I tak właśnie zrobiliśmy. Przeszliśmy parę ulic, aż doszliśmy do wielkiego wieżowca. Weszliśmy do środka, gdzie znajdowała się oszklona winda. Wjechaliśmy chyba na 10 piętro. Na górze znajdował się krótki korytarz, prowadzący do kilku mieszkań, ale wybraliśmy jedno z nich. Od razu przywitała nas Ava z Elliotem (link). Było przerażająco wielkie, miało długi przedpokój, który prowadził do salonu, kuchni i jadalni jednocześnie.

  Mój pokój znajdował się obok salonu, naprzeciwko „mieszkanka” Lou, przy sypialni Jen i Sebastiana. W moim królestwie, na środku, stało duże, dwuosobowe łóżko (nie wiem po co akurat dwuosobowe), obok niego szafa i biurko z regałem na książki. Na biurku leżało coś owinięte w kolorowy papier… Bomba?! Śmieszne. Zżarła mnie ciekawość, więc otworzyłam prezent. W rękach trzymałam nowiutkiego, białego Samsunga Galaxy S III…
 - Podoba ci się? – spytała Jen, stojąc u progu drzwi
 - Jest cudowny, ale ja nie mogę go przyjąć!
 - Musisz, zgubiłam paragon…
 - To ja ci go poszukam! – odpowiedziałam z ironią w głosie
Podeszłam do niej i mocno przytuliłam.
 - Dziękuje!
 - Nie ma za co. – odpowiedziała, po czym pocałowała mnie w czoło – Niech ci dobrze służy.
 - Musimy się już zbierać! – krzyknął Louis z kuchni z kabanosem w ustach
 - Dobra, już idziemy!
Podeszłam do niego i oderwałam kawałek kiełbasy, której nie wciągnął. Nie rozpakowałam jeszcze swojej walizki, ale zdążyłam wyciągnąć z niej to

  Przejechaliśmy prawie przez całe miasto, a ja przez ten czas, siedziałam z twarzą w oknie i słuchałam Nickelback – Trying not to love you… Kiedy już dojechaliśmy, zaczął padać deszcz. Szybko wbiegliśmy do budynku. Była równo 13:00. W tym samym momencie naskoczyła na mnie moja przyjaciółka, przytulając mnie z całej siły. Powiesiłam swoją czarną skórę na wolny wieszak i przeszłam do sąsiedniego pomieszczenia, w którym siedzieli już wszyscy.
 - Boże, jakaś ty śliczna! – krzyknęła Ginny, przytulając mnie na przywitanie
 - Wcale niee! – zaprotestowałam
Przywitałam wszystkich po kolei. W końcu usiadłam koło długiego stołu, między Vicky i Alice.
 - Gdzie pójdziemy, w ramach integracji? – zapytała Ginnifer, siadając na stole
 - Może do wesołego miasteczka? – zasugerował Lou
 - Chcesz iść tam w taką pogodę? Przynajmniej ja nie mam zamiaru się przeziębić, ale nie wiem jak ty… - skomentował Seba
 - Jest tu gdzieś jakaś kręgielnia? – coś mnie tknęło, żeby się wtrącić
 - Jest, w centrum, ale to jest niezły pomysł! – odpowiedziała Gin


                                       *          *          *

 Rozmieściliśmy się na dwóch torach. Na pierwszym ja, Jen, Seba, Ginny, Josh i Vicky, a na drugim cała reszta. Zabawa była zaista. Wszyscy świetnie się bawili, ja z Vi miałyśmy takie odpały, że głowa mała. Razem rzucałyśmy dwiema kulami jednocześnie, wbiegałyśmy na tor, a ja wywaliłam kulę na sąsiedni tor, zbijając wszystkie kręgle jakimś kolesiom… Faza na maxa! Graliśmy ponad 3 godziny… Wszystkich naszła ochota na pizze. Wzieliśmy dwie z szynką i ananasem i dwie z szynką i pieczarkami. Najadłam się jak bąk. Nawet nie zauważyłam, że spędziliśmy razem tak dużo czasu, jest już 18:00! Kiedy wszyscy spostrzegli się która jest godzina, zaczeli się zbierać. Zapomniałam o mojej kochanej Flo!

  Wparowałam do mieszkania i od razu wpadła na mnie moja ukochana suczka. Louis zabrał się za nawalanie z Sebastianem w PlayStation, a ja z Jen wyszłam na spacer. Poszłyśmy na pobliską polanę. Wtedy spuściłam Florence ze smyczy, żeby porzucać jej frisbee i ją troszkę rozruszać. Przy okazji udało mi się porozmawiać z Jennifer na osobności.
 - Jak się poznaliście?
 - Na planie, podczas kręcenia „Hat Trick”. Chyba podczas każdego upadku po łyku herbaty – zaśmiała się
 - Hahahaa, no to nieźle!
 - Czy mi się wydaję, czy Louis się w tobie podkochuje? - zapytała ściszonym głosem
 - Nie wiem, szczerze, to on mi się podoba... - oblałam się rumieńcem
 - Widać! Jesteście tacy słodcy…
 - Okej, dosyć tych zwierzeń! Idźmy już do domu, co? Zasypiam na stojąco…
Jen wzięła mnie pod ramię i razem wróciłyśmy do domu…


 Siema, ludziska! Sorka, że tak długo nie pisałam, ale po prostu weny nie miałam… :C Mam nadzieję, że się wam spodoba ^^

poniedziałek, 24 września 2012

Rozdział 3



 - Ej, w co mam się ubrać? – Krzyknęła Mimi
 - Nie wiem, ja biorę ten sweter i jeansy – odpowiedziała Vi, leżąc na łóżku
 - Ten workowaty?! Spokooo…
 - Masz, załóż to. Znalazłam tą sukienkę w twojej walizce – rzuciła w Mary ciuchem
 - Co to jest?! Pewnie kolejny prezent od mamy…
 - Yyy… Nie, kupiłaś ją na dyskotekę, ale twoja siostra się wtedy rozchorowała.
 - Aaa, no tak, kompletnie o niej zapomniałam!
 - Bo jesteś głupia! Zakładaj już i nie marudź. Trzeba jeszcze ogarąć włosy i wgl.
 - Tak, mamo! – zaśmiała się Mimi
  Narzuciła na siebie tą sukienkęi zaprezentowała się przyjaciółce. Wzięła do niej koturny. Wyglądała naprawdę zjawiskowo! Ułożyła włosy w lekkie fale i zaplotła doplatańca z boku. Vicky założyła czarną bokserkę, swój ulubiony sweter i jeansy. Do tego zestawu ubrała Converse'y. Z kolei Vi miała zrobionego kłosa.
Po półgodziny były już gotowe. Florence nie mogła zostać sama, więc poszła z dziewczynami. Jeszcze rano sprawdziły, jak mają dojechać do Steveston…
   O godzinie 13.00 miały autobus z centrum Van. Obydwie włożyły do uszu słuchawki, by posłuchać muzyki. Mary zahipnotyzowała piosenka „Hall of Fame” grupy The Script i Will.I.am’a, za to Vicky „Lucky Strike” zespołu Maroon 5. Gibając się w rytmie muzyki, ruszyły w stronę centrum miasta.

                                   *          *          *
  
  Podróż trwała 30 min. Kiedy wysiadły z pojazdu, na początku nie wiedziały gdzie są, lecz po chwili odnalazły drogę do wyznaczonego miejsca. Szły według „drogowskazów”, które prowadziły na plan. Weszły do środka. W tym samym momencie zauważyły jak zaskakująco mało ludzi znajduję się w budynku, zaledwie z 25-30 osób. Podeszły do listy uczestników castingu i wpisały się tam. Wzięły odpowiednie numerki (1204 i 2205) i usiadły (Flo, bardzo posłuszna psina, usiadła obok Mimi). Weszły zebrani tam ludzie gapili się na nie i psa, ale dziewczyny postanowiły to ignorować. Przy stoliku z listą stało jeszcze parę osób, a do Mimi i Vi dosiadł się jakiś koleś.
 - Cześć, jestem Louis. – powiedział podając dziewczynom ręke
 - Ja jestem Mary, a to Vicky.
 - Miło mi was poznać! Kogo z obsady serialu, najbardziej lubicie?
 - Ja ubóstwiam Jennifer Morrison.
 - Ja Ginnifer Goodwin – Vi włączyła się do rozmowy.
 - Mi najbardziej podoba się Sebastian Stan…
Dziewczyny zaczęły chichotały dosłownie jak hieny.
 - Nie jestem gejem! – oznajmił śmiejąc się.
Mimi i Vi wciąż nie mogły opanować śmiechu.
 - Sorry, bo tak zabrzmiało – odpowiedziała brunetka, próbując przestać się śmiać.
 - Nie no, podoba mi się jak gra i w ogóle…
 - Spoko, rozumiem.
Rozmowa Mimi i Lou dłużyła się strasznie. Aż Vicky zaczęła ziewać… W tym samym momencie jakaś kobieta wywołała numer Mimi. Zerwała się z miejsca, oczywiście biorąc ze sobą Flo i ruszyła w stronę schodów, prowadzących do pokoju „przesłuchań”…

                                          *Oczami Mary*

Kiedy weszłam do pokoju, ujrzałam prawie wszystkich aktorów grających w ONCE’ie. W duchu się uśmiechnęłam. Od prawej: Jen, Ginny, Meghan, Lana, Josh i Seba.
 - No w końcu! Ile miałam jeszcze czekać?! – parsknęła śmiechem Jen
Odwróciłam głowę w stronę drzwi, bo nie wiedziałam czy to było do mnie… Wtedy moja idolka wstała, podeszła do mnie i mocno przytuliła. Myślałam, że zemdleje. Flo mnie wtedy podtrzymała. Z nią też się czule przywitała!
 - Ja już Mary, dobrze mówię?
 - Tak,taaak.
 - Ja już Mary biorę na wejściu! – oznajmiła aktorka, biorąc mnie pod ramie
 - Nie przesłuchaliśmy jeszcze wszystkich! Jesteś pewna? – zapytała Ginny
 - Tak, na 1000%! – powiedziała Jen, po czym mrugnęła do mnie okiem.
Kolana mi się ugięły, ale Bogu dzięki, nie upadłam. Musiałam na chwilę odetchnąć.
 - Wszystko ok? – zapytała z wątpieniem w głosie
 - Tak, ale to chyba nadmiar emocji… - odpowiedziałam
 - Chcesz usiąść?!
Widziała, że ze mną dzieje się coś nie tak. Faktycznie, nie czułam się najlepiej… Chciało mi się wymiotować, mdleć i wszystko naraz. Z trudem doszłam (chociaż z pomocą Jen i Josh’a) do wielkiego stołu, gdzie siedzieli wszyscy. Oparłam głowę na rękach, a ręce na kolanach. Naprawdę źle się dzieje! Wszystko zaczęło mnie boleć i… nie pamiętam W każdym razie, obudziłam się w jasnozielonym pokoju, w którym pachniało szpitalem… Tak, to był szpital. Właśnie wtedy zobaczyłam Jen, siedziała obok mnie, trzymając moją rękę.
 - Nigdy mnie tak więcej nie strasz!!
 - Co się stało?
 - Zemdlałaś… Wszystkim podniosłaś adrenalinę! Boli cię coś?
 - Nie, jeszcze niee… - odparłam
 - To dobrze, ale masz lekkiego guza na czole… Walnęłaś o kant krzesła…
 - Co?!
Zaczęłam gorączkowo dotykać mojego czoła.
 - Auua! Dobra, już czuje…
 - Jak będziesz się dobrze czuła, to jutro zabiorę cię do domu. Chcą cię jeszcze przebadać… Dzisiaj pojadę jeszcze z Vicky po twoje rzeczy i zostawie je w mieszkaniu, ok?
 - Dobrze, dziękuje, Jen. Mogłabyś zawołać Vi?
 - Oczywiście!
Wyszła z pokoju, po chwili weszła moja przyjaciółka. Przytuliła mnie.
 - Mam się tobą zająć, dopóki nie przyjedzie… Ginny mnie wzięła! Bożee, jak się strasznie cieszę! Jestem taka szczęśliwa!
 - Super! Ej, kogo jeszcze wzieli?
 - Lana wzięła jakąś Sue, czy jak jej tam… Meghan – Alice, Josh – Nicka, Sebastian tego twojego lowelasa!
 - On ma imię! To Louis! – wkurzyłam się
 - Ale ci czacha dymi!
 - Odwal się! – burknęłam.
Byłam bardzo zmęczona, położyłam się na drugi bok, olewając towarzystwo psiapsióły i zasnęłam…
____________________________________________________________________________________________

Siema, ach… Znowu podoba mi się tylko końcówka… :P
I znowu poniedziałek! -.- MASAKRA!
Pamiętajcie : CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!! ;)

piątek, 21 września 2012

Rozdział 2



  Dziewczyny obudziły promienie słońca wlatujące do ich pokoju. Były tak nieznośne, że nawet przekręcenie się na drugi bok nic nie dało. Mimi i Vi odwróciły się twarzami w swoją stronę i pomachały do siebie serdecznie.
 - Haha, a ja myślałam, że się tutaj chociaż wyśpię… - Oznajmiła Vi.
 - No, dokładnie. Nie wiem jak ty, ale ja nadal nie wierzę, że jesteśmy w Los Angeles!
 - To jest jak sen, a ja nie mam zamiaru się z niego budzić! – Zaśmiała się Vi.
  Mary, choć niechętnie, wstała z łóżka, ubrała się w jakieś luxne rzeczy i wyszła na spacer z Flo. Kiedy wróciła, poszła do łazienki, żeby się umyć, podczas gdy Vicky włączyła telewizor. Akurat leciała reklama, że za godzinę lecą nowe odcinki ich serialu. Vi wrzasnęła na cały pokój. Mary w szlafroku i z mokrymi włosami wyleciała z łazienki, jak z procy!
 - Co się dzieje?! – Zapytała z przerażeniem Mimi
 - Nic, OUAT leci za godzinę.
 - Supeer, ale przestraszyłam się, bo tak wrzasnęłaś…
 - No dobra, dobra. Idź juz suszyć te włosy, bo ja nie zdąże się umyć! – Powiedziała Vi
  Mimi wróciła, żeby je wysuszyć. Trwało to ponad 15 minut. Kiedy już wyszła, Vicky z kolei weszła. Wróciła po 20 minutach z mokrą głową, ale już ubrana. Dosiadła się do Mimi i razem czekały na najnowszy odcinek. Był to 7 odcinek drugiego sezonu. Mary bardzo się cieszyła, bo Jen występowała prawie w każdej scenie. Epizod był po prostu świetny. Wszystko było takie dopasowane, każdy szczegół! Cała ta scenografia, emocje… Pod koniec odcinka, puścili krótki filmik o ogłoszonym konkursie związanym z serialem i całą obsadą. W weekend, od godz. 14.00 - 17.30, na planie filmowym odbędzie się casting. Chodzi o to, że gwiazdy serialu (każda jednego fana/fankę) weźmie „pod swoje skrzydła” na 2 miesiące. Mianowicie, mieszkalibyśmy u nich w domu, chodzilibyśmy na plan, może nawet na galę by nas wzieli… Kto wie?! Przecież to nawet nie był szczyt naszych najśmielszych marzeń! I mamy to w zasięgu ręki! Dzisiaj przecież jest już środa! Musimy się jakoś ogranąć! Kupić bilety na samolot, zabukować się w jakimś hotelu w Vancouver i wszystko zaplanować! - Pomyślała Mimi.
 - Ja postaram się zająć biletami, a ty zajmij się hotelem. Najwyżej będziemy musiały zabukować się tutaj jeszcze raz… - Powiedziała Vicky.
 - Okey.


                                             *Piątek rano*

- Wzięłyśmy wszystko? – Zapytała Mimi
- Myślę, że tak, ale jak coś to tu i tak wrócimy…
  O godzinie 9.00 dziewczyny wzięły swoje torby i wyszły z pokoju. Zjechały windą do recepcji, oddały klucze do pokoju. Poszły na lotnisko z buta, bo nie chciało im się dzwonić po taksówkę. Miały stosownie niedaleko. Potem trochę żałowały, bo wyglądały jakby się z domów wyprowadzały. Każdy przechodni się na nie patrzył. Na ich nieszczęście, bo nie lubiły być w centrum uwagi. Po 25 minutach znalazły się w porcie lotniczym. Zajęły miejsce w kolejce do odprawy bagażowej. Kolejka szła dosyć szybko, więc po chwili były już w samolocie.
  Lot miał trwać 2.5h… Były bardzo nie wyspane, wiec przespały cały lot. O godzinie 13:00 znalazły się w Van. Na miejscu (lotnisku) poszły na kawę do Starbucks. Oby dwie wzięły Karmelowe Frappuchino. Na dworze było strasznie gorąco, jak to w lato. Nagle zadzwoniła komórka Mary. Okazało się, że to jej mama, chciała się dowiedzieć co tam u nich, jak przebiegł lot itp. Po chwili zadzwoniła też mama Vicky z tymi samymi pytaniami. Chyba się jakoś zgadały! Zazwyczaj są tak zapracowanie, że nie dzwonią do własnych córek. (Pracują jako w tej samej firmie – są menadżerkami jakiś celebrytek, których dziewczyny w ogóle nie znają). Zazwyczaj nigdy nie przebywały w domu, ale na brak kasy nigdy nie narzekały. Rozmowy nie trwały zbyt długo, ale były przerażająco nudne. Mary zwróciła uwagę na osoby wychodzące przez drzwi z hali przylotów. Gapiła się na nie, aż w końcu zauważyła Jennifer Morrison! Prawie dech jej zaparło! Wyjęła z bocznej kieszeni notatnik i pisak typu marker,  a ze swojej torebki lustrzankę. Natychmiast wstała z fotela i podbiegła w stronę aktorki. Vicky nie wiedząc o co chodzi, wzięła bagaże i pobiegła za Mimi. Po chwili już wiedziała. Jen zwróciła uwagę na dziewczyny (i psa) idące w jej stronę i zatrzymała się.
 - Jen, mogłabym poprosić o autograf i zdjęcie? Proszę! – zapytały chórem
 - Oczywiście! – odpowiedziała Jennifer, wysyłając piękny uśmiech.
 Vi widziała, że Mimi ledwo stoi na nogach, po tym jak (Vi) zrobiła im razem zdjęcie. Oddała aparat przyjaciółce i sama ustawiła się do zdjęcia.
Flo zaczęła lizać Jen po ręce. Aktorka klęknęła przed psiną, która po chwili zaczęła lizać ja po twarzy.
 - Florence, przestań! Chyba cię poznała… – krzyknęła Mimi, odciągając psa
 - Florence, śliczne imię. Jakie z ciebie piękności!



 - Jak macie na imię? – zapytała artystka
 - To jest Vicky a ja jestem… - Mary zabrakło oddechu
 - … Mary! – dokończyła za nią Vi
 - Tak, właśnie.
 - Miło was poznać! Mam nadzieje, że znacie moje imię… - zażartowała Jen
 - No jasne! – zaśmiały się wszystkie trzy
 - Niech zgadnę, przyjechałyście tu na casting?
 - Tak, to prawda.
 - Macie duże szanse, bo nie jesteście jak inni fani… Inni rzucają się na nas i wgl. Strach się bać! Wy jesteście zupełnie normalne, zachowujecie się naturalnie…


                                             *Oczami Mary*

Ja chyba umarłam i jestem w niebie… Właśnie rozmawiamy z Jen! NIE WIERZE! Szczerze, na żywo wygląda jeszcze piękniej! I mówi, że mamy duże szanse?! Ja na SERIO śnie!
 - Naprawdę?
 - Tak, u mnie na pewno! – uśmiechnęła się do mnie Jen


                                              *Oczami Vicky*

Widzę, że Mary naprawdę uginają się kolana i jakie ma rumieńce! To takie słodkie! Na pierwszy rzut oka widać, Jennifer ma o niej pozytywną opinię. Mam nadzieję, że o mnie też…

 - Przepraszam was, ale muszę już iść! Jest dosyć późno, a ja jeszcze muszę na plan wpaść! -Powiedziała Jen, spoglądając na zegarek.
 - Nie ma sprawy, dziękujemy za zdjęcia i autografy! – krzyknęłyśmy niemal chórem
 - Bardzo miło mi się z wami rozmawiało, do zobaczenia jutro!
Dziewczyny patrzyły, jak aktorka wychodzi z budynku. Zaczęły piszczeć w niebogłosy i przytuliły się do siebie. Cieszyły się jak małe dzieci!
 Pojechały do hotelu, Mimi musiała wyjść z Flo na spacer, więc Vi jej towarzyszyła. Do końca dnia uśmiechy nie mogły zejść im z twarzy.

________________________________________________________________________________________

I jak, podoba się? :> Jestem dumna z końcówki… Dobra, idę pisać 3 rozdział :3
Pamiętajcie:
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!

czwartek, 20 września 2012

Rozdział 1

  Mary obudził irytujący dźwięk budzika w telefonie. Nie miała siły, by go wyłączyć, ale tak ją wnerwił, że zaczęła na ślepo walić palcem w ekran telefonu, który leżał na półce obok jej głowy. Na szczęście nacisnęła właściwy przycisk. Nastał spokój. Spojrzała na godzinę – 8:03. Trzeba wstać, przecież za 3 godziny z Vicky na samolot! Bożeee, w końcu spełni się ich wspólne marzenie – wizyta w LA na 2 tygodnie! Wstała i powolnym krokiem podeszła do wielkiej szafy pełnej ciuchów. Wzięła jej ulubiona żółtą sukienkę w czarne serduszka i czarne vansy. Upięła włosy w wygodnego koka i z walizkami zeszła na dół.
  Była bardzo podekscytowana! Jej tata pomógł zanieść jej torby do zamówionej wcześniej taksówki. Zapakowała się prawie w 3, a każda ciężka jak słoń! Musiała też wziąć swoją suczkę border collie (Florence), która najwyraźniej cierpiała na „lęk samotności”. Wpakowała ją do wielkiego transportera. Pożegnała się z rodzicami i pojechała. Po 20 min znalazła się na lotnisku. Vicky już stała przy wejściu. Zapłaciła, wzięła bagaże i wysiadła z samochodu. Dziewczyny przytuliły się na przywitanie i weszły do środka. Lot opóźnił się o 30 minut z powodu przeglądu technicznego. Przed dziewczynami dłuuuugi lot najpierw do Nowego Jorku, nocleg i z rana podróż do Los Angeles. Mary wzięła swojego iPada, bez którego nie mogłaby żyć. Miała na nim ulubione piosenki, odcinki jej ulubionego serialu „Once Upon A Time” (OUAT) za który dużo by dała. Zawsze chciała spotkać swoją UKOCHANĄ aktorkę Jennifer Morrison (najbardziej znaną z House’a i OUAT). Kochała ją prawie jak matkę, wiedząć, że bez wzajemności… Wszyscy uważali Mary za psychofankę Jen! Vicky też bardzo lubiła ten serial, ale zdecydowanie najbardziej lubiła Ginnifer Goodwin (znaną min z serialu Big Love i OUAT). Miały zamiar polecieć do Vancouver, gdzie kręcą serial. Podróż bardzo się dłużyła. Kiedy wylądowały w końcu w NY, były bardzo zmęczone. Wszystkiego czego chciały to łóżko. Z lotniska pojechały do hotelu. Kiedy dostały klucze do swojego pokoju, pobiegły i od razu walnęły się na swoje miejsca do spania. Poszły tylko przebrać się w piżamy i natychmiast zasnęły.
  Nazajutrz obudziły się około godziny 10:00. Ubrały się i zeszły do restauracji, która mieściła się na parterze. Zjadły przepyszne naleśniki z syropem klonowym. Następny samolot miały o 15:20, więc miały trochę czasu na spacery po mieście… Wybrały się do centrum, na małe zakupy. Niestety nic nie kupiły… Wróciły do hotelu, spakowały rzeczy i znów pojechały na lotnisko. Mary poszła sprawdzić, czy przypadkiem samolot się nie spóźni, gdy jej przyjaciółka siedziała na ławce i pilnowała bagaży. Kiedy Mimi wróciła, razem poszły do odpowiedniego stanowiska, do odprawy. Po pół godziny znalazły się w samolocie. Usiadły na swoich miejscach i zajęły się swoimi rzeczami. Naszła je ochota na obejrzenie nowych odcinków Once Upon A Time. W czasie całego lotu zdążyły obejrzeć 3 odcinki. Po niecałych 3 godzinach były w ich wymarzonym miejscu – Los Angeles! Czuły się niesamowicie! Takie szczęśliwe, takie spełnione! Takiej radości chyba nigdy nie czuły! Z lotniska zabrała je taksówka i zawiozła do hotelu, w którym miały „mieszkać” przez 2 tygodnie. Wrzuciły walizki do pokoju hotelowego i wybiegły z psem na plaże (hotel mieścił się niedaleko). Poszły na lody, po czym siadły na kocu, zaczęły rozmawiać i patrzeć jak zachodzi słonce. Widok był przepiękny!  Spędziły tam prawie 3 godziny!
  Słońce zaszło całkowicie, więc czas się zbierać. Zabrały wszystkie swoje rzeczy i spacerem wróciły. Jutro zapowiada się cudowny dzień…

_____________________________________________________________________________________

Witam wszystkich czytających moją pracę! To mój pierwszy blog i opowiadanie, więc proszę o wyrozumiałość ;) Chciałam zapytać was czy jest sens pisania opowiadania dalej, proszę o szczere wypowiedzi! :)

sobota, 15 września 2012

Hej :)

Cześć wszystkim! Nie wiem, jak mam zacząć, więc powiem co nieco o sobie. Jestem Mary, mam 15 lat, interesuje się modą, muzyką i tańcem. Jestem uważana za psychofankę Jennifer Morrison XD Jest moja inspiracją do opowiadania, które właśnie zaczęłam pisać. Uwielbiam serial Once Upon a Time <3 No, to chyba wszystko... :) Miłego czytania!