*Oczami
Mimi*
Obudził mnie dźwięk czyjegoś dzwonka.
Otworzyłam oczy i ujrzałam Jen szepczącą do telefonu i patrzącą w stronę okna.
Siedziała na fotelu, z mojej lewej strony.
- Nie musisz już szeptać! – podkreśliłam to,
że już nie śpię
- … Właśnie się obudziła. – spojrzała na mnie,
uśmiechając się. Kończę, kocham cię! - Z kim rozmawiałaś?
- Z Sebastianem, czemu pytasz?
Spodziewałam się tej odpowiedzi. I czemu tu się im dziwić? Są już ze sobą ponad 2 lata. Kochają się…
- Z czystej ciekawości…
- Haha, jasne…
W tym momencie do sali weszła lekarka. Podeszła do mojego łóżka, wzięła do ręki moją kartę. Coś tam na niej nabazgrała. Po czym zwróciła się do mnie:
- Kiedy chcesz wyjść do domu?
- Jak najszybciej, mam dość tego miejsca…
- No to zbieraj manatki i do gabinetu! – zaśmiała się. Tylko powoli!
Po 30 minutach, wyszłyśmy ze szpitala. W końcu świeże powietrze! Chociaż trochę zimne… Chwilę później zauważyłam Louisa i Sebastiana z moją Flo! Tak bardzo się za nią stęskniłam. Zaczęła niemożliwie piszczeć, wyrywając się ze smyczy. Podbiegłam do niej i mocno przytuliłam. Jen przywitał jej chłopak, który mocno ją przytulił i pocałował. Tym widokiem jeszcze nigdy się nie jarałam! Myślałam, że znowu zemdleje… Hahaha, no może nie tym razem.
- Możemy już iść? – zapytała Jennifer
- Gdzie? – odparłam ze zdziwieniem
- Na plan, mamy być tam o 13:00, a jest… -
powiedziała, spoglądając na swojego iPhone’a – 12:37.- Chyba będziesz miała wystarczająco dużo czasu, żeby w końcu rozpakować rzeczy… - zasugerował Seba
I tak właśnie zrobiliśmy. Przeszliśmy parę
ulic, aż doszliśmy do wielkiego wieżowca. Weszliśmy do środka, gdzie znajdowała
się oszklona winda. Wjechaliśmy chyba na 10 piętro. Na górze znajdował się
krótki korytarz, prowadzący do kilku mieszkań, ale wybraliśmy jedno z nich. Od
razu przywitała nas Ava z Elliotem (link). Było przerażająco wielkie, miało
długi przedpokój, który prowadził do salonu, kuchni i jadalni jednocześnie.
Mój pokój znajdował się obok salonu, naprzeciwko
„mieszkanka” Lou, przy sypialni Jen i Sebastiana. W moim królestwie, na środku,
stało duże, dwuosobowe łóżko (nie wiem po co akurat dwuosobowe), obok niego
szafa i biurko z regałem na książki. Na biurku leżało coś owinięte w kolorowy
papier… Bomba?! Śmieszne. Zżarła mnie ciekawość, więc otworzyłam prezent. W
rękach trzymałam nowiutkiego, białego Samsunga Galaxy S III…
- Podoba ci się? – spytała Jen, stojąc u progu
drzwi- Jest cudowny, ale ja nie mogę go przyjąć!
- Musisz, zgubiłam paragon…
- To ja ci go poszukam! – odpowiedziałam z ironią w głosie
Podeszłam do niej i mocno przytuliłam.
- Dziękuje!
- Nie ma za co. – odpowiedziała, po czym pocałowała mnie w czoło – Niech ci dobrze służy.
- Musimy się już zbierać! – krzyknął Louis z kuchni z kabanosem w ustach
- Dobra, już idziemy!
Podeszłam do niego i oderwałam kawałek kiełbasy, której nie wciągnął. Nie rozpakowałam jeszcze swojej walizki, ale zdążyłam wyciągnąć z niej to
Przejechaliśmy prawie przez całe miasto, a ja
przez ten czas, siedziałam z twarzą w oknie i słuchałam Nickelback – Trying not
to love you… Kiedy już dojechaliśmy, zaczął padać deszcz. Szybko wbiegliśmy do
budynku. Była równo 13:00. W tym samym momencie naskoczyła na mnie moja
przyjaciółka, przytulając mnie z całej siły. Powiesiłam swoją czarną skórę na
wolny wieszak i przeszłam do sąsiedniego pomieszczenia, w którym siedzieli już
wszyscy.
- Boże, jakaś ty śliczna! – krzyknęła Ginny,
przytulając mnie na przywitanie- Wcale niee! – zaprotestowałam
Przywitałam wszystkich po
kolei. W końcu usiadłam koło długiego stołu, między Vicky i Alice.
- Gdzie pójdziemy, w ramach integracji? –
zapytała Ginnifer, siadając na stole- Może do wesołego miasteczka? – zasugerował Lou
- Chcesz iść tam w taką pogodę? Przynajmniej ja nie mam zamiaru się przeziębić, ale nie wiem jak ty… - skomentował Seba
- Jest tu gdzieś jakaś kręgielnia? – coś mnie tknęło, żeby się wtrącić
- Jest, w centrum, ale to jest niezły pomysł! – odpowiedziała Gin
* * *
Wparowałam do mieszkania i od razu wpadła na
mnie moja ukochana suczka. Louis zabrał się za nawalanie z Sebastianem w
PlayStation, a ja z Jen wyszłam na spacer. Poszłyśmy na pobliską polanę. Wtedy
spuściłam Florence ze smyczy, żeby porzucać jej frisbee i ją troszkę rozruszać.
Przy okazji udało mi się porozmawiać z Jennifer na osobności.
- Jak się poznaliście?- Na planie, podczas kręcenia „Hat Trick”. Chyba podczas każdego upadku po łyku herbaty – zaśmiała się
- Hahahaa, no to nieźle!
- Czy mi się wydaję, czy Louis się w tobie podkochuje? - zapytała ściszonym głosem
- Nie wiem, szczerze, to on mi się podoba... - oblałam się rumieńcem
- Widać! Jesteście tacy słodcy…
- Okej, dosyć tych zwierzeń! Idźmy już do domu, co? Zasypiam na stojąco…
Jen wzięła mnie pod ramię i razem wróciłyśmy do domu…
Chujowy...
OdpowiedzUsuńAle zjebisty, czekam na podwójną randkę Jen+Seba & Mary+Louis <3 <3 <3 <3 <3
OdpowiedzUsuńDobre będą jutro gołąbki co nie ??????? :3 omnomnomn
UsuńAle super *.*
OdpowiedzUsuńSuper!! No nareszcie się doczekałam! ;D
OdpowiedzUsuńZapraszam Cię do mnie :)
Fajne, ale rozdziały mogłyby być trochę dłuższe i nasycone większa ilością opisów :-)
OdpowiedzUsuńhttp://forever-together-louis-and-suse.blogspot.com/
Kiedy następny rozdział, już nie mogę się doczekać :D Pozdrawiam
OdpowiedzUsuń